Jak długo nie miałam kontaktów z osobami takimi jak ja? Zdecydowanie zbyt długo. Z chęcią zmiany tego stanu rzeczy, zamierzałam dostać się do tej całej akademii, o której tyle słyszałam. Ponoć przyjmują aktualnie nowych uczniów, więc co mi szkodzi spróbować? Podeszłam do Abeke i poklepałam ją po boku. Jednym zwinnym ruchem znalazłam się na grzbiecie tej prawie dzikiej klaczy. Stopami delikatnie dotknęłam boków klaczy, a ta od razu ruszyła galopem. Pochyliłam się nisko i chwyciłam grzywy, nigdy nie używałam siodła, ani ogłowia, bo i po co? Koń jest wolnym stworzeniem, stworzonym po to, by biec i zdobywać to czego pragnie, a nie po to, by służyć człowiekowi. Jeśli Abeke by chciała to by mnie zrzuciła, nie ważne jakie bym miała siodło, czy ogłowie. Pędziłam, więc na grzbiecie klaczy, pokonując kolejne kilometry w blasku porannego słońca. Chciałabym móc wiecznie tak gnać, jednak wszystko ma kiedyś swój kres. Kiedy wreszcie dojechałam pod drzwi akademii, zsiadłam z Abeke i powiedziałam do niej:
- Nie waż się nigdzie iść. – wiedziałam, że jeśli zbyt długo będę zwlekać z powrotem, to klacz straci cierpliwość i pójdzie sobie, a wtedy, szukaj wiatru w polu.
Czym prędzej poszłam załatwić wszystkie sprawy z dyrektorem, na szczęście mnie przyjęli i dostałam pokój numer 208. Po załatwieniu wszystkich formalności wyszłam przed budynek, na szczęście Abeke jeszcze tam stała. Podeszłam do niej i głaszcząc ją wyszeptałam: - grzeczna dziewczynka-. Kątem oka zauważyłam, że ktoś podchodzi do mnie z boku, więc powiedziałam:
- Radzę na nią uważać.
Ktoś?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz