Budzik zadzwonił wybudzając mnie ze snu. Przetarłem oczy i powoli wstałem. Spojrzałem na walizki stojące obok szafy. Zaraz muszę wyjechać. Molly radośnie wskoczyła mi na kolana i polizała mi po twarzy
-Kochana wiesz, że troszkę już ważysz-zaśmiałem się. Kochałem mojego psa. Był moją jedyną rodziną. Pogłaskałem ją po czarnej aksamitnej sierści i ubrałem się. Przeczesałem włosy (chociaż wiedziałem, że wrócą do swojego poprzedniego nieładu) i byłem gotowy. Chwyciłem walizki i razem z Molly wyszedłem z domu.
***
Podróż pociągiem zajęła nam parenaście godzin. Wreszcie dojechaliśmy.
-Chodź Molly-powiedziałem gdy suczka oddaliła się lekko. Staliśmy przed akademią. Spojrzałem na telefon. Miałem pokój 314. Okay. Trafię. Wszedłem na główny korytarz. I tu już zaczął się problem. Wszędzie jakieś zakamarki. No gdzie tu w ogóle są jakieś schody? Obok mnie przechodziła jakaś dziewczyna
-Przepraszam gdzie jest pokój numer 314?-uśmiechnąłem się nieśmiało.
<Jakaś dziewczyna?>
Brak komentarzy
Prześlij komentarz