Po raz siódmy w tej minucie, spojrzałam na zegarek, który miałam na ręce. Kropla łzy spadła mi na rękę i wzięłam głęboki wdech.
"No gdzie jest ten samolot?"- zapytałam siebie. Zawsze w stresujących się sytuacjach z nerwów łzy napływały mi do oczu.
-Podróżni lecący lotem numer 54, proszeni są o udanie się do sekcji 3. Dziękujemy.- powiedział głos w mikrofonie.
Niemalże odrazu wstałam i nie czekając ani chwili dłużej, szybkim krokiem zmierzałam w wybranym kierunku.
-Więc to tutaj?- zapytałam siebie. Wzięłam głęboki wdech, zaciskając rękę na rączce od walizki i powolnym krokiem zmierzałam do ogromnego budynku. Akademia była jak z bajki. Potężny budynek był widoczny z naprawdę daleka.
Przeszłam przez oddzielająca mnie odległość of akademii i weszłam do akademii ciągnąć za sobą walizkę.
Pierwsze co próbowałam znaleźć pokój w którym będę mieszkać przez ten czas. Kiedy się już z tym uporałam odrazu skierowałam się w stronę ogrodu.
Wszystko było takie piękne i zadbane.
Zaczęłam myśleć o tym jak by było gdyby Bunia tu przyszła gdy poczułam jakbym uderzyła w skalą.
Przewróciłam się uderzając głową w chodnik. Poczułam jak ciepła ciecz spływa mi po karku.
Ach ta moja niezdarność...
<Ktoś?>
Brak komentarzy
Prześlij komentarz