- Sarenki to już coś... Ale wiewiórki to ja sobie daruję. - Odpowiedziałem z uśmieszkiem idąc w stronę akademika obok Lex.
- Wiesz.. rano wstałem i bardzo mi się nudziło... Więc poszedłem do lasu, oczywiście na początku zrobiłem parę zdjęć sarną ale usłyszałem czyjeś kroki i zdecydowałem że pójdę za tobą. Okazało się że to dobry pomysł. - Oczywiście mój piękny uśmiech towarzyszył mi przy tych słowach.
- Em... To wyjaśnia... A głodny nie jesteś wielkoludzie? - Powiedziała śmiejąc się.
- No.. wiesz chętnie bym schrupał taką słodycz jak ty ale aż śniadanie? To nie.. - Odpowiedziałem dogryzając jej. Nagle zaczęła coś tam mówić ale ja się wyłączyłem bo usłyszałem jakieś niepokojące dźwięki...
- Słuchasz mnie w ogóle?! - Powiedziała zdenerwowana.
- Em.. no tak... ale lepiej się pośpieszmy. - Puściłem do niej oczko.
- No dobra ale dlaczego...? - Musiałem na poczekaniu coś wymyśleć żeby się nie skapnęła...
- Em... Bo jestem głodny! - Uradowany przyśpieszyłem krok.
- Przed chwilą mówiłeś że nie... - I wpadłem... Zatrzymała mnie i spojrzała mi w oczy.
- Ale zgłodniałem - Aby zabić jej kamienną twarz uśmiechnołem się szeroko. A ona odwróciła się i szła dalej. Gdy doszliśmy do akademika od razu weszliśmy do stołówki. Było tam ciepło i przyjemnie. Prawie wszyscy już siedzieli, lex zajęła swoje miejsce ale niestety obok niej nie było już wolnego krzesła. Puściłem do niej oczko aby się nie martwiła i siadłem z dala od innych. Była ona jedyna osoba którą tutaj znałem wiec trochę posmutniałem ale od razu humor mi się poprawił... Nawet nie wiem jak.
(Lex? Przepraszam że takie krótkie
Brak komentarzy
Prześlij komentarz