piątek, 6 listopada 2015

Od Lex do Saymona

Dzisiejszej nocy prawie wcale nie mogłam zasnąć. Śniły mi się jakieś dziwne sny, nie mogłam się ułożyć, poduszka zbyt szybko robiła się ciepła... Grrr.
Wstałam ze złym humorem, dużo przed śniadaniem. Wiedziałam, że już nie zasnę, więc ogarnęłam się, ubrałam czarne legginsy i czarną bluzę z kapturem. Włosy związałam w niedbały węzeł i wyszłam z internatu, by trochę pobiegać. Wbiegłam do lasu i podążałam wydeptaną dróżką, która zaprowadziła mnie na leśną polanę. Rozejrzalam się dookoła. Było tu dużo miejsca, mogłam poćwiczyć sztuki walki, nie potrzebuję do tego manekina ani worka treningowego. A jeśli będzie mi się chciało, to później wstąpię na siłownię, by takowy pookładać.
Rozgrzewkę zrobiłam przed wbiegnięciem do lasu, więc od razu zaczęłam ćwiczyć. Najpierw ciosy nogami, później wykopy... Podczas wykonywania jednego z ciosów usłyszałam, że ktoś idzie w moją stronę, jednak nie dałam po sobie tego poznać. Szelest ustał, więc postać musiała stanąć na brzegu polanki. Ćwiczyłam dalej. I wtedy usłyszałam ciche pstrykanie.
-Nie rób mi zdjęć!-wydarłam się równocześnie obracając się do mojego fotografa.-Kazałam ci?-spytałam podchodząc do niego.
-No nie....
-A widzisz.
-Wiem, sorry, ale tak fajnie ćwiczyłaś, więc nie mogłem się powstrzymać...
-Ale mogłeś mi o tym powiedzieć.-powiedziałam lodowato.-Wiesz, niezbyt dobrze wychodzę na zdjęciach z zaskoczenia.-powiedziałam teatralnym szeptem, by ocieplić atmosferę i uśmiechnęłam się szeroko.
-Jesteś wampirem?-spytał, patrząc na moje długie kły. Skinęłam głową.-W takim razie chyba nie powinnaś się martwić o zdjęcia, podobno to jak z lustrami, wampirów w nich nie widać...-powiedział z lekkim uśmiechem. Przewróciłam oczami.
-Widzisz? Wstaje Słońce.-wskazałam ręką na prześwit między drzewami.-Czyżbym zamieniała się w proch?-uśmiechnęłam się cierpko.-Na zdjęciach i w lustrze widać mnie bardzo dobrze. A tak w ogóle, to co tutaj robisz? Nie widziałam cię wcześniej...
-Dopiero co przyjechałem. Saymon.-powiedział i wyciągnął do mnie dłoń.
-Lexington.-przedstawilam się i uścisnęliśmy ręce. Spojrzałam na zegarek.-Niedługo śniadanie.-mruknęłam bardziej do siebie, niż do niego.-Może później odeśpię...
-Odeśpisz?-podchwycił.-A kto ci w nocy spać nie dawał?-zaśmiał się.
-Uh, przestań...-burknęłam.-Idziesz ze mną na śniadanie czy zostajesz w lesie i będziesz fotografować sarenki i wiewiórki?-sarknęłam.
Saymon? ;p

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

© Halucynowaa | WS | X X X